Niemal na każdym meczu Królowej Śląska jest bytomski nestor, były zawodnik i trener „przed-Bobrowej” Polonii, Zbigniew Redkiewicz, więc w sobotę na pierwszym półfinale play offu zabraknąć go nie mogło. Był także ekskoszykarz Stali Bobrek - Leszek Rozwadowski, był eks-Bóbr - Kordian Korytek, był Marcin Ecka – były zawodnik KK Polonia, po jej reaktywacji, był Marcin Salamonik, który z BS-em awansował do 1. ligi, a z młodszych Filip Pruefer, który po ostatnim sezonie niespodziewanie zakończył karierę, oraz grający cały czas, choć już nie w Polonii, Bartosz Wróbel i Paweł Bogdanowicz i oczywiście... Mariusz Bacik na ławce trenerskiej naszego zespołu. Przy znakomitej frekwencji można było na widowni kogoś nie zauważyć, ale nie można było nie dostrzec znakomitej oprawy tego meczu stworzonej przez Bytomskie Stowarzyszenie Kibiców Koszykówki Niebiesko-czerwoni. Warto też zaznaczyć, że była zorganizowana grupa kibiców gości.
Do pierwszej piłki rzuconej przez sędziego (teraz arbitrów było trzech, jak w ekstraklasie i w 1. lidze) zwykle skacze Jarosław Giżyński i zwykle ją wygrywa. Tak było i w sobotę, ale nim padły pierwsze punkty tenże Giżyński przechwycił podanie Adama Lisowskiego (ten legionowski 39-latek na warszawskich parkietach mierzył się niegdyś z naszym coachem, Super-Mario) i dograł do Wojciecha Zuba, który trafił - a jakże - za trzy punkty. Nawet najlepszy początek to w koszykówce zaledwie epizod, bo tenże Linowski zaraz zrehabilitował się celną dobitką. Już po upływie 2 minut gry zadrżeliśmy, bo nasz kapitan, Paweł Zmarlak, po próbie rzutu padł na parkiet i nie podnosił się. Potrzebna była pomoc fizjoterapeutów, jednak opuścił boisko z objawami skręcenia kostki! Wkrótce Jan Piliszczuk wykorzystał dwa osobiste na pierwsze prowadzenie gości 4:3. Michał Medes szybko odpowiedział z obrotu na 5:4 dla nas, a Zub ponownie trafił zza łuku i Medes z bliska na 10:4. Po trafieniach Michała Wojtyńskiego i znów Medesa po podaniu Krzysztofa Wąsowicza, było 12:6, ale nie mogliśmy wtedy wiedzieć, że to było najwyższe prowadzenie Królowej Śląska aż do połowy... trzeciej kwarty! Kolejne punkty - trzy - zdobył legioner Marcin Wieluński, na co dwoma zareagował Wojciech Leszczyński. Potem nastał „dwójkowy ping-pong”: Piliszczuk - Medes od Zuba wsadem, Mikołaj Motel - Yevhen Balaban po własnej zbiórce i Damian Cechniak. Jednym osobistym wyłamał się Daniel Dawdo, a Wojtyński „składaną” trójką - 2+1. Klasyczną „trójkę” sfinalizował za to Zub, a Cechniak zamknął kwartę „dwójką” na 22:20 dla nas.
Drugą odsłonę dwoma pkt otworzył Dawdo, ale Wojtyński odpowiedział identycznie, jednak gdy Daniel Nieporęcki trafił zza łuku, goście wyszli na prowadzenie 25:24. Na krótko, bo Paweł Respondek „trójką” odzyskał dla nas 27:25, a potem pięknie zablokował Mikołaja Motela. Żenia Balaban z obrotu poprawił na 29:25. W rewanżu 2 i 2 Marcina Dutkiewicza solo i starszego Motela (Mikołaja) po szybkim ataku dały rywalom remis 29:29. Balaban „osobiście” dopełnił dla nas trzydziestkę, ale Cechniak i znów starszy Motel dodali 2 i 3 na 34:30 dla gości. Krzysztof Wąsowicz trafił oba wolne, a Cechniak, który z linii rzucał oryginalnie jedną - lewą ręką, tylko jednego, ale nie rozpamiętywał tego długo, bo wkrótce zebrał piłkę w ataku i „zadwójkował”. Trener Bacik wziął czas, po którym starszy Motel znów trafił z bliska i było 39:32 dla gości. Wolnym trochę poprawił to Leszczyński, ale Nikita Kohut z obrotu powiększył przewagę rywali do 41:33. Cztery „oczka” (1+1 Giżyńskiego i 2 Dawdy po świetnej asyście Wąsowicza) pozwoliły Polonii doskoczyć na 37:41 na dużej przerwie.
Poczuliśmy ulgę gdy na trzecią kwartę wrócił kapitan Zmarlak, a on od razu przechwycił podanie rywala i znakomicie dograł do Leszczyńskiego na 2 pkt. Legionowianin Wojtyński też zdobył dwa, więc Leszczyński następne dwa po asyście Wąsowicza, który za moment - po przechwycie Zmarlaka - podawał do Giżyńskiego na 3 pkt i nasze prowadzenie 44:43. Młodszy Motel (Maksymilian) przypomniał nam, że i on trafia zza łuku, więc rywale prowadzenie odzyskali. Odebrał je im Leszczyński wolnymi na remis 46:46. Tomasz Klucz trafił za jeden na minimalną przewagę gości, którą solo zniwelował Giżyński, ale „trójką” znów przywrócił Motel II. Wtedy na 50:50 z odchylenia wyrównał Leszczyński i... zatrybiło! Zub poszedł między rywalami po 2, Giżyński tyłem spod kosza za 2 i 1 po faulu oraz Paweł Respondek za 2 na 57:50, najwyższe w tym momencie prowadzenie Polonii. W tzw. międzyczasie Wąsowicz po przechwycie padł w starciu z rywalami i opuścił parkiet trochę utykając. Naiwnością byłoby wtedy liczyć, że już jesteśmy w... ogródku, ale jednak Linowski trafił tylko jednego wolnego, tyle że Wieluński zaraz solo dodał dwa „oczka”. Zub w swoim stylu „zatrójkował”, choć piłka skakała po obręczy, a Balaban dodał wolnego na 8-punktowe prowadzenie. Mało, bo „dwójką” zmniejszył je Piliszczuk. Balaban nie ustępował, poszedł solo i znów było +8, ale Piliszczuk też się nie poddał i po dwóch z trzech jego wolnych znów było „tylko” +6 (63:57) na trzeciej przerwie.
Na otwarcie czwartej odsłony Medes hakiem trafił za dwa, ale Nieporęcki za trzy. Nie z nami te numery i „trójką” odpowiedział Respondek! Potem jednak coś cię zacięło i choć obie drużyny rzucały na przemian, to trafiali tylko przyjezdni: Motel I oba wolne, Motel II za 3, Motel I za dwa i wkrótce za jeden, Motel II też za jeden i rywale wyszli na 69:68 (!) w połowie ostatniej kwarty, a gdyby jeszcze Cechniak wykorzystał dwa wolne... Na szczęście na parkiet wrócił Wąsowicz, a Balaban zasmucił legionowian „wkrętką” (!) na 70:69 dla nas. Wtedy Dutkiewicz trafił tylko raz „osobiście” na kolejny remis 70:70, a Żenia Balaban znów wziął sprawy w swoje ręce - dosłownie - i zdobył 2 pkt po podaniu Leszczyńskiego i za chwilę drugie 2 po jednym. W kolejnych akcjach dwa razy przechwycił piłkę i za tym drugim razem asystował przy „dwójce” Leszczyńskiego. Rywale zdobyli wtedy raptem punkt (Motel II z linii), a Zub trzy i będący „w ogniu” Balaban solo dwa. Goście jeszcze wierzyli (zza łuku Wojtyńskiego), ale Giżyński i Leszczyński dodali 3 wspólnie (2 z obrotu i 1 wolny). Na pół minuty przed końcem Kohutowi z daleka nie zadrżała ręka, ale wynik na 85:77 „osobiście” dopełnił Respondek.
Niedzielny mecz zaczął się natomiast inaczej niż sobotni. Jako kapitan bodaj po raz pierwszy poprowadził Królową Wojciech Zub. Jarosław Giżyński po raz pierwszy od nie wiadomo kiedy przegrał rzut sędziowski, jednak pierwsze dwa punkty zdobył z półdystansu Krzysztof Wąsowicz, a kolejne 4 Giżyński po znakomitych asystach Pawła Zmarlaka i Wąsowicza. Dopiero na 6:0 zareagował dwoma celnymi wolnymi Maksymilian Motel, ale Giżyński „trójką” dopełnił swoje 7 kolejnych punktów. Adam Linowski też trafił dwa wolne, ale Motel młodszy (Maks) zza łuku, więc choć start Królowej wydawał się piorunujący było tylko 9:7. Krótko, bo Leszczyński znakomicie posłał Wąsowicza po „dwójkę”. Po niepunktowej prawie minucie Damian Cechniak na swój nietypowy - jednoręki - sposób trafił raz z linii, a Wąsowicz kolejną „dwójkę”. Cechniak znów dorzucił tylko jednego wolnego, ale Linowski trafił spod kosza na 13:11 dla nas, a zaraz było 15:11 po osobistych Michała Medesa i 18:11 po trzech wolnych Yevhena Balabana w dwóch seriach. Legion ratował się zza 6,25 m (tym razem Mikołaj Motel), ale Medes spod obręczy i wkrótce sprytnie Wąsowicz dołożyli po dwa pkt, a kwartę na 22:17 zamknął starszy Motel, oczywiście za trzy.
Początek drugiej odsłony to dwa dobre wolne Balabana i dwa „oczka” Medesa z obrotu. Po przeciwnej stronie Cechniak dobił rzut Jana Piliszczuka, a Marcin Dutkiewicz raz trafił „osobiście”. Balaban celnie przymierzył zza łuku, jednak gdy zupełnie wolny Cechniak wsadził z góry, Mariusz Bacik wziął czas. Po tej przerwie trochę poczekaliśmy na 3 pkt Giżyńskiego i jeszcze trochę na 3 pkt Motela II. Serial „trójek” kontynuowali Wojciech Leszczyński i Paweł Respondek, a potem cztery kolejne wolne wykorzystali Leszczyński i Giżyński na 42:25. Linowski trafił jeszcze za jeden, a Medes wyszukany przez Wojciecha Zuba za dwa na 44:26 po pierwszej połowie, czyli 22:9 w drugiej kwarcie.
Trzecią odsłonę sprytnie zaczął Leszczyński łapiąc piłkę za... tablicą i odgrywając do Giżyńskiego na 2 „oczka”, na co Piliszczuk odpowiedział zwyczajnymi dwoma. Sam Leszczyński trafił jeszcze za trzy i było 21 punktów do przodu, ale potem dwa osobiste Dutkiewicza oraz 5 (2 + 3) Motela I zwiastowały pościg legionowian. Trochę zatrzymał to Giżyński przedzierając się przez rywali po „dwójkę”, ale Dutkiewicz sam zdobył „piątkę” (znów 2 + 3). Trzy kolejne trafienia to wolne Giżyńskiego (dwa) i Leszczyńskiego (1), jednak rywale znów zapracowali na.. 5 (Piliszczuk 3 i Cechniak wsad). Potem dwa osobiste Linowskiego i jeden Medesa, dwa naraz solo Motela II i także dwa Medesa po podaniu Balabana, który jednak wkrótce faulował i opuścił parkiet za 5 przewinień! Dutkiewicz trafił oba wolne, a Daniel Dawdo dobił rzut Zuba na 59:51 po trzydziestu minutach.
Ostatnia kwarta to trzy pkt Leszczyńskiego i 5. faul Zmarlaka i jego relegacja! Maks Motel przeciął dwa razy siatkę z wolnych, a Wąsowicz rzucił zza łuku, odbitą piłkę zebrał i znów rzucił zza łuku, tym razem celnie! Piliszczuk i Nikita Kohut trafili po „dwójce”, a Wąsowicz po zwodach też za dwa, a za moment za trzy. Kohut zmniejszył na 70:59 po asyście Dutkiewicza, a potem sam Dutkiewicz przechwycił piłkę i dorzucił dwa pkt. Trener Bacik znów wziął czas, po którym Leszczyński dobitką i Giżyński zza 6,25 odjechali rywalom na 75:61. Wtedy czas wzięli goście i zaraz Motel I trafił dwa wolne, a Medes faulował po raz piąty i jako trzeci Polonista musiał zakończyć grę! Starszy Motel poszedł solo przez 3/4 parkietu po dwa pkt, ale wtedy kibice dopingowali BS już na stojąco. Dawdo trafił zaraz za trzy, a Tomasz Rudko oba wolne po faulu na Cechniaku, który jednak z urazem (albo... taktycznie, bo osobiste nie są jego mocną stroną) opuścił parkiet. Trzy wolne wykorzystali jeszcze Leszczyński (1) i Motel I (2) na końcowy wynik 79:69 dla Królowej Śląska!
- To jest play off i nie ma słabych rywali - skwitował oba mecze Krzysztof Wąsowicz. - Każdy walczy o każdą piłkę i nie można odpuszczać. Koszykówka to gra falami i tak było teraz. W Legionowie rywale rzucą wszystkie siły, bo oni muszą, a my możemy...
- Z tym rywalem cały czas trzeba być czujnym – dodał Michał Medes. - Mieliśmy w drugim meczu sporą przewagę, ale legionowianie zaczęli odrabiać, dlatego bardzo się cieszę, że wygraliśmy u siebie oba mecze, nie tak jak w zeszłym roku. Bardzo chcemy zakończyć tę serię w trzech meczach, bo 2-0 w serii jeszcze nic nie nam nie daje.
Sobota
BS Polonia Bytom 85:77 RJ House Legion Legionowo
22:20, 15:21, 26:16, 22:20
Polonia: Zub 17 (5x3), Balaban 16, Leszczyński 14, Giżyński 12 (1x3), Medes 10, Respondek 9 (2x3), Dawdo 5, Wąsowicz 2, Zmarlak, Cisowski.
Najwięcej dla gości: Mikołaj Motel 14 (1x3), Wojtyński 12 (1x3), Maksymilian Motel 11 (3x3).
Niedziela
BS Polonia Bytom 79:69 RJ House Legion Legionowo
22:17, 22:9, 15:25, 20:18
Polonia: Giżyński 21 (3x3), Wąsowicz 16 (2x2), Leszczyński 15 (3x3), Medes 11, Balaban 8, Dawdo 5 (1x3), Respondek 3 (1x3), Zmarlak, Zub.
Najwięcej dla gości: Mikołaj Motel 17 (3x3), Dutkiewicz 12 (1x3), Maksymilian Motel 12 (2x3).
Stan rywalizacji 2-0 w serii do trzech zwycięstw.
Teraz gra przenosi się do Legionowa, gdzie na pewno obędzie trzeci mecz w sobotę, 16 maja, od 18.00, a gdy zajdzie potrzeba to czwarty w niedzielę, 17.05., o tej samej porze.