
BS Polonia Bytom
Biuro
ul. Piłkarska 8
Kontakt
tel. 32 288 08 88
"Teraz bardzo twardo stąpamy po ziemi. Znamy swoją wartość i miejsce w szeregu, ale na pewno nie jesteśmy faworytem do awansu. Mówimy to otwarcie” - podkreśla przed startem fazy play-off II ligi Mariusz Bacik. Trener koszykarskiej Polonii Bytom opowiada nam o przygotowaniach do decydującej części sezonu i wnioskach po bolesnych doświadczeniach z dwóch poprzednich lat. “ Uważam, że za tydzień lub dwa drużyna będzie w szczytowej dyspozycji” - zapowiada trener Niebiesko-Czerwonych, który w obszernej rozmowie wspomina też zmarłego Henryka Kominka.
Runda zasadnicza rozgrywek II ligi za nami. Jak pan ocenia dyspozycję drużyny w pierwszej części tegorocznego sezonu?
Mariusz Bacik (trener koszykarskiej Polonii Bytom): Bardzo pozytywnie i to pomimo tego, że zdążyliśmy przegrać jeden mecz z ekipą z Tarnowskich Gór. Choćby z tego względu, że w grupie C drugoligowych rozgrywek jesteśmy najlepiej broniącym zespołem. Straciliśmy najmniej punktów. Jesteśmy też w absolutnej czołówce II ligi i pod tym względem radzimy sobie znacznie lepiej niż w poprzednim sezonie. A to napawa optymizmem na przyszłość.
Pierwszą część rozgrywek zakończyliśmy z jedną porażką na koncie. W wielu meczach przewaga Polonii na parkiecie była przytłaczająca. Co będzie zatem kluczowe w perspektywie rundy play-off, by zachować odpowiednią koncentrację? Takie wygrane mogą ją uśpić.
W zeszłym roku “sparzyliśmy się” i po sezonie zasadniczym wpadliśmy w samozadowolenie. I to na etapie ćwierćfinału nas zgubiło. W tym sezonie wyciągniemy z tego wnioski. Już wiadomo, że nie przeszliśmy rundy zasadniczej suchą stopą tak, jak w zeszłym roku. Faktycznie niektórych rywali wręcz miażdżyliśmy, ale taka jest kolei rzeczy. Nikt nikomu nie odpuści, nie po to trenujemy ciężko przez cały tydzień, by się nad kimś litować. Chcemy za każdym razem zagrać jak najlepszą koszykówkę.
Dwa nieudane podejścia do I ligi z rzędu
Jakie zatem wnioski i doświadczenia wyciągnął pan po poprzednich dwóch sezonach, gdy play-offy nie potoczyły tak, jakbyśmy sobie tego życzyli?
Myślę, że dwa lata z rzędu rozpoczynaliśmy walkę z poziomu drużyny, która bardzo mocno chce walczyć o awans. Od samego początku była stawiana w roli zdecydowanego faworyta i nic nie wskazywało na to, by cokolwiek miało się popsuć. W pierwszym sezonie trafiliśmy w ćwierćfinale na bardzo mocną drużynę z Inowrocławia, która potem wygrała całe rozgrywki. Rok później zagraliśmy z ekipą z Legionowa, która również była bardzo mocna. Nie udało im się co prawda awansować do I ligi, ale był to niezwykle doświadczony zespół.
Dotknął nas problem samozadowolenia, o którym wspominałem wcześniej. Dlatego teraz bardzo twardo stąpamy po ziemi. Znamy swoją wartość i miejsce w szeregu, ale na pewno nie jesteśmy faworytem do awansu. Mówimy to otwarcie i wszyscy w koszykarskim światku doskonale to wiedzą. Mamy fajny, mocny zespół, ale na pewno nie stoimy w roli faworyta do awansu. Chociażby z tego względu, że w tym roku tylko jedna drużyna awansuje, a nie trzy. Gdyby został stary system, to wyglądałoby to zdecydowanie inaczej. Teraz musimy do tego inaczej podejść.
Jak ocenia pan zatem wspomnianą reorganizację rozgrywek? Skala trudności będzie zdecydowanie większa.
Nasza federacja podjęła taką decyzję i z tym nie ma co polemizować. Byłbym zwolennikiem tego, żeby pomyśleć o reformie II ligi. Niezależnie od tego, czy uda nam się awansować. Za duża jest dysproporcja pomiędzy umiejętnościami poszczególnych zespołów. W ostatnim meczu z Niedźwiadkami Przemyśl czuliśmy się, jakbyśmy rywalizowali z drużyną juniorów lub kadetów. Nic nie ujmując drużynie z Przemyśla, ale takie zespoły nie powinny brać udziału w rozgrywkach drugiej ligi. One powinny być piętro niżej i grać na zupełnie innym poziomie.
Jeden zespół uzyska teraz przepustkę do I ligi i musimy do tego podchodzić z pokorą. Przygotowujemy się solidnie i nie po to trenujemy cały zespół, by teraz odpuścić. Zrobimy bez wątpienia wszystko, żeby w play-offach zajść jak najdalej. A jak to wyjdzie w praniu? Mam nadzieję, że odpowiedź poznamy pod koniec maja.
Z Niedźwiadkami wygraliśmy różnicą ponad 100 punktów. Dysproporcja była niesamowita, ale pomimo korzystnego wyniku zawodnicy nie ściągali nogi z pedału gazu i nie odpuszczali. Był w tym określony cel, bo małe punkty też odegrają ważną rolę.
Walczymy o to, ponieważ z naszej drabinki play-off wynika, że jeśli dojdziemy do finałowej czwórki, to prawdopodobnie w półfinale ponownie spotkamy się z drużyną z Legionowa. Czyli tym samym rywalem, który rok temu pokonał nas w ćwierćfinale. Wszystko sprowadzą się do tego, żeby mieć więcej małych punktów zdobytych od przeciwnika po to, żeby pierwsze półfinałowe mecze rozegrać w Bytomiu, a nie na wyjeździe. I dlatego była ta “rzeź niewiniątek” w minioną środę. Z –71 punktów, które traciliśmy do Legionowa wyszliśmy na +42.
Tak zapowiada się walka w play-offach. Oto najgroźniejsi rywale
Zespół z Legionowa wyrasta na głównego rywala w play-offach?
Mamy dwóch bardzo mocnych rywali na drodze. Na szczęście potencjalnie możemy się z nimi spotkać już na samym finiszu. Bardzo bym chciał, żeby nasze drogi z Legionową skrzyżowały się w półfinale. Gdyby nam się udało awansować do finału, to tam czeka nas jeszcze większa przeprawa, która nazywa się Turów Zgorzelec. Z tym rywalem kilka miesięcy temu mieliśmy okazję zmierzyć się w meczu towarzyskim w Bytomiu. Akurat potrzebowaliśmy dodatkowego meczowego przetarcia w przerwie w rozgrywkach.
Mecz zakończył się wówczas sprawiedliwym remisem i uznaliśmy z trenerem rywali, że lepiej “dwóch rannych”, niż “jeden zabity”. Pożegnaliśmy się z hasłem: “oby do zobaczenia w finałach”.
Przystępujemy niemal z marszu do decydującej części sezonu. Play-offy rozpoczniemy kilka dni po ostatnim meczu fazy zasadniczej. Czy wobec tego będą jakieś specjalne przygotowania?
Tak naprawdę przygotowujemy się do tego już od ponad miesiąca. Zmieniliśmy trochę system treningowy, bo dostrzegliśmy z trenerami, że w niektórych meczach naszym zawodnikom brakuje sił. Wiedzieliśmy, czym to jest spowodowane. We wtorek mamy mocno biegowe i wytrzymałościowe zajęcia, które dawały zawodnikom się we znaki. Niektórzy nie wytrzymywali potem tempa meczowego. Ale dzięki temu w kwietniu i maju chcemy osiągnąć szczyt formy i nie martwić się, że ktoś jest niedotrenowany. Uważam, że za tydzień lub dwa drużyna będzie w szczytowej dyspozycji. I tylko od nich będzie zależało, jak będziemy wyglądali na boisku.
Jeśli musielibyśmy przełknąć gorycz porażki w play-offach, to jaki wynik w decydującej części sezonu sprawiłby, że cały sezon uznałby pan za udany?
Myślę, że miejsce wyższe niż rok i dwa lata temu, kiedy zajęliśmy odpowiednio piątą i szóstą lokatę. Awans do czwórki na pewno będzie krokiem do przodu i bardzo chciałbym się tam znaleźć. Pałam żądzą rewanżu drużynie z Legionowa za zeszły sezon. Teraz dysponują jeszcze większą siłą niż rok temu i mamy tego świadomość. Ale jeśli doszłoby do takiego starcia, to walka byłaby już na pierwszoligowym poziomie. A to wszystko przez to, że zagramy dzień po dniu. To zupełnie inna rywalizacja, bo wcześniej graliśmy w kilkudniowych odstępach czasowych. Był wtedy czas na odpoczynek. Teraz tego nie ma. Dlatego też nasza praca rozpoczęta półtora miesiąca temu ma zaprocentować w kwietniu i maju. I dzięki niej nawet dzień po dniu będziemy w stanie zagrać na odpowiednim poziomie.
Niepowetowana strata dla bytomskiej koszykówki
W ostatnich dniach bytomskie środowisko poniosło ogromną stratę po śmierci byłego zawodnika Polonii i trenera Stali Bobrek Henryka Kominka. Dla pana to była wyjątkowa postać.
Dla mnie był to wybitny człowiek z tego względu, że to za jego namową jestem w tym miejscu i w ogóle zacząłem uprawiać koszykówkę. Wielokrotnie to podkreślałem, że jako młody chłopak chciałem bardziej zostać piłkarzem niż innym sportowcem. A tym bardziej koszykarzem. Heniek bodajże przez dwa albo trzy lata przyjeżdżał do mnie do Piekar Śląskich, żeby mnie przekonać do przyjścia do Szkoły Sportowej nr 13 na ulicy Powstańców w Bytomiu. Zdecydowałem się na to w wieku 14 lat w siódmej klasie szkoły podstawowej. W tym roku mija równe 40 lat od momentu, jak się poznaliśmy. Kilka lat temu przeszliśmy już na “Ty” i to z jego inicjatywy.
Tak długa znajomość odcisnęła swoje piętno. Na początku był dla mnie jak wychowawca, a w kolejnych latach nawet jak tata. Potem stał się moim przyjacielem. To setki godzin spędzone razem w autobusach, hotelach, czy na boisku. Jak wróciłem do Bytomia i związałem się z Polonią na nowo, to on od samego początku nas wspierał. Często zaglądał na nasze treningi i wymienialiśmy spostrzeżenia dotyczące zawodników, czy taktyki.
Na przedostatnim meczu z Cracovią dotarła do nas smutna informacja. Widziałem, że go nie ma na trybunach, ale nie znałem powodów. Dopiero w przerwie to do mnie dotarło. Usłyszałem, że w sobotę już się po prostu nie obudził i więcej nie zobaczymy go na naszych meczach. Życie jest brutalne.
Co chciałby pan przekazać kibicom przed decydującą częścią sezonu? Na ich wsparcie zawsze mogliście liczyć.
O to jestem spokojny. Chciałbym życzyć im spokoju i cierpliwości, bo to jest ważne. Mogę zapewnić, że jako drużyna i sztab szkoleniowy zrobimy wszystko, co w naszej mocy by zagrać jak najlepszą koszykówkę. A boisko wszystko zweryfikuje. Możemy pewne rzeczy przewidywać, ale rzeczywistość niekiedy bywa korzystna lub bardzo brutalna. Takie też jest piękno tego sportu.
