poniedziałek, 12 październik 2026 11:10

Drugie zwycięstwo stało się faktem!

Zakotwiczony w 1. lidze Sokół z przydomkiem Solvera musiał uznać wyższość BS Polonii i to we własnej hali.
 
Klub z Łańcuta powstał na bazie znanego w całej Polsce Towarzystwa Gimnastycznego Sokół, więc jego koszykarze mocno się gimnastykowali, by odnieść trzecie zwycięstwo w nowym sezonie. Wygrali pierwszą piłkę i oddali pierwszy rzut, ale pierwszy kosz padł po ich stronie. Krzysztof Wąsowicz idealnie dograł do Piotra Karpacza, który sam pod tablicą otworzył wynik. Następne dwa punkty też dla Polonii - oba osobiste Konrada Dawdy. Trudno się nawet dziwić, że gospodarze specjalnie się nie przejęli i Jermaine Couisnard najpierw z półdystansu, a zaraz z bliska wyrównał na 4:4, a dwa wolne Daniela Ziółkowskiego dały Sokołom prowadzenie.
 
W tym momencie (4 minuta) Królowa Śląska miała... pięć przewinień, ale tym z kolei nie przejął się Devin Hutchinson i odzyskał prowadzenie rzutem za trzy z narożnika boiska. Faulowany bałkańsko-łańcucki olbrzym, Milan Milovanović, zdobył dwie „jedynki” na 8:7, a Wojciech Leszczyński zebrał po rzucie Wąsowicza i odwrócił na 8:9. Gospodarze przycisnęli i Piotr Wieloch zaliczył „piątkę” (za trzy i dwa wolne), a „dwójkę” dołożył Couisnard i było 15:9.
 
Łańcuczanie uciekają? Nie Hutchinsonowi, który w ciągu dwudziestu paru sekund trafił dwie „trójki”, a potem w szybkim ataku wysłał Seana Biernackiego po dwa punkty z bliska. 15:17 i czas dla gospodarzy, po którym Mateusz Szczypiński trafił zza łuku, ale Kacper Indyk nie był gorszy, choć przymierzył z dużo większej odległości niż 6,25! Bartosz Mońko z osobistej linii wyrównał na 20:20, ale szarżujący Biernacki został brzydko sfaulowany i nauczyliśmy się
trochę nowych przepisów. Pierwsza ocena to „faul przerywający kontrę”, ale potwierdzić to miało wideo. Niedawny faul niesportowy stał się ostatecznie rażącym i Biernacki wysoką parabolą trafił oba wolne i mieliśmy piłkę z boku, jednak ten co rażąco faulował, Szymon Walski, trafił zza łuku, a jeszcze po wsad poszedł Mońko. Na szczęście Biernacki tuż przed syreną trafił za dwa, ale na małą przerwę rywale zabrali 25:24.
 
Drugie 10 minut rozpoczął Michał Medes „trójką”, ale rzuty zza łuku mogą być zaraźliwe, więc identycznie trafił Michał Lis, a za moment też Indyk! Było 28:30 gdy po podaniu Biernackiego Medes zapakował z góry, a że i wsady mogą być zaraźliwe powielił to Mateusz Bręk. Znów Biernacki otworzył przestrzeń Medesowi, który z bliska trafił za dwa, choć wytrzymałości obręczy już nie sprawdzał. Potem Biernacki solo powiększył nasze prowadzenie do 30:36, ale Milovanović spod kosza i Ziółkowski połowicznie z wolnych zmniejszyli na 33:36, jednak Wojciech Zub w dobrym momencie się przełamał, na razie za dwa, a potem Indyk po własnej zbiórce też za dwa umocnili bytomską przewagę na 33:40 i miejscowi znów poprosili o przerwę, po której wracający z wiarą podopieczni Dariusza Kaszowskiego zdyskontowali rady szkoleniowca dwa „oczkami” solo Ziółkowskiego i dwoma - po jednym - Couisnarda na „tylko” 37:40.
 
Taki doskok nie wzruszył Bytomian, bo Medes trafił dwa, choć piłka się „wahała” nim wpadła, a na raptem jednego osobistego Milovanovicia „trójką” odpowiedział Leszczyński i dwoma wolnym Hutchinson na 38:47. Jeszcze w tej kwarcie Milovanović trafił spod kosza i w połowie meczu było 40:47, a drugą ćwiartkę Królowa wygrała 23:15!
 
Trzecią ćwiartkę napoczął niezmordowany i faulowany Hutchinson (2+1), ale Wieloch też za trzy (jedną piłką) zachęcił Konrada Rosińskiego do zdecydowania pod naszą tablicą, a ten zebrał i trafił za dwa - 45:50. Wąsowicz dołożył punkt, jednak Walski dwa i Couisnard dwa wsadem na 49:51(!) i czas dla Mariusza Bacika. Jeśli był jakiś niepokój, to od czego mamy Hutchinsona? Trafił zza łuku i... zaraził Wąsowicza, który po zbiórce i asyście Dawdy dołożył kolejne trzy! Walski też poczuł się... zobowiązany do „trójki”, a Ziółkowski po kontrze za dwa i było 54:57.
 
Pięć kolejnych punktów to jeden Jarosława Giżyńskiego i dwa po 2 Medesa, najpierw po asyście Leszczyńskiego, potem Giżyńskiego. Po kolejnym czasie dla gospodarzy Bręk z linii trafił tylko raz, zaś Leszczyński za trzy! Potem seryjka Sokołów: Couisnard, Walski, Wieloch po dwa, a Indyk za raz, a potem progres: Lis za dwa, a Indyk za trzy równo z syreną! 63:69 po 30 minutach, a kwarta 23:22 dla Łańcuta.
 
Niesamowity był początek czwartej ćwiartki: Indyk za trzy, ale Bręk za dwa i Szczypiński za trzy, Medes za dwa i Lis za trzy! Potem Dawdo dwa, a akcja Hutchinsona wymagała kolejnej wideoweryfikacji, która wykazała, że było nieprzepisowe zbicie znad kosza i jego punkty zaliczono, ale szybko i bez kontrowersji Couisnard też za dwa na 73:78. Wtedy Karpacz zdobył ważną „dwójkę” dobitką, a Biernacki punkt po faulu technicznym ławki. Kolejny punkt dołożył Leszczyński, ale faulowany przy rzucie za trzy Wieloch trafił dwa wolne, a nasz kapitan dołożył jeszcze dwa z półdystansu i jeszcze nasz Amerykanin po „piruecie” następne dwa - 75:86!
 
Do końca 2,5 minuty i już spoko? Nie w koszykówce! Rosiński i Walski wsadem po dwa i 79:86 na 94 sekundy przed syreną, wtedy jednak wolne dla nas: Karpacz 1 i Wąsowicz 2, ale Walski „dwójką” na 81:89. Ręce naszym nie drążą i Biernacki też „kwituje” oba wolne, a składana „trójka” Couisnarda na 27 sek. przed końcem nie mogła już Królowej Śląska zaszkodzić, ale Sokołowi zupełnie nie pomogła. Drugie w sezonie, a pierwsze wyjazdowe zwycięstwo bytomskiego beniaminka stało się faktem!
 
Solvera Sokół Łańcut  84:91 BS Polonia Bytom (25:24, 15:23, 23:22, 21:22)
 
Polonia: Hutchinson 21 (4x3), Indyk 15 (4x3), Medes 15 (1x3), Leszczyński 11 (2x3), Biernacki 11, Wąsowicz 6 (1x3), Karpacz 5, Dawdo
4, Zub 2, Giżyński 1.
 
Najwięcej dla gospodarzy: Coiusnard 17, Walski 14 (2x3), Wieloch 12 (2x3).