BS Polonia fantastycznie rozpoczęła sezon po wywalczonym wiosną awansie do 1. ligi.
Pierwszym rywalem, który przyjechał na Modrzewskiego, było krośnieńskie Miasto Szkła, grające w poprzednim sezonie w ekstralidze, więc sobotnich rywali jeszcze niedawno dzieliły dwie klasy rozgrywkowe. Pierwszą piłkę w tym meczu wygrał nasz Piotr Karpacz, ale pierwsze rzuty z obu stron nie przyniosły efektu, aż trafili goście, a konkretnie potężny Chorwat, Ivica Radić, który wkrótce poprawił na 4:0. Pierwsze punkty dla Królowej Śląska zdobył „osobiście” Devin Hutchinson, ale po kontrze Szymon Pawlak „odskoczył” nam na 2:6. Na 3:6 skorygował nasz kapitan, Wojciech Leszczyński, a będący „w gazie” Hutchinson przechwycił piłkę i sam poszedł po 2 punkty. Szybko jednak Filip Struski trafił spod kosza na 5:8, ale kolejna minuta należała do Hutchinsona, który najpierw trafił za trzy, a potem solo i jeszcze raz spod kosza zapewnił Polonii prowadzenie 12:8. Wtedy jeszcze nie do zatrzymania Radić zdobył 2 punkty hakiem i na parkiecie pojawili się Wojciech Zub i Sean Biernacki, który mógł zaniepokoić kibiców, bo mecz rozpoczął na... rowerku stacjonarnym.
Radić dał gościom remis 12:12, a po bezpunktowej prawie minucie Michał Jankowski trafił zza łuku na 12:15, na co Jarosław Giżyński od narożnika boiska poszedł sam wzdłuż linii końcowej i faulowany trafił za 2 i jeszcze „poskładał trójkę” (15:15). Oskar Hlebowicki spod obręczy dał rywalom ostatnie w tej kwarcie prowadzenie, a Hutchinson z linii rzutów wolnych wyrównał na 17:17 po pierwszej kwarcie, choć jeszcze Radić rzucał i dwa razy dobijał z bliska, ale wyniku nie zmienił. Z naszych 17 punktów aż 13 zdobył Hutchinson!
Drugą kwartę znów „otwarli” goście, od razu „trójką” Pawlaka, ale na 19:20 zmniejszył po zwodach Biernacki, a wkrótce po raz pierwszy w Hali na Skarpie zobaczyliśmy arbitrów posiłkujących się obrazem telewizyjnym (taki koszykarski VAR), by ocenić czy faul Biernackiego zasłużył na surowe potraktowanie, ale okazał się przewinieniem zwykłym. Potem znów była chwila bez zdobyczy punktowej, m.in. także dlatego że Piotr Karpacz spektakularnie zablokował Michała Chrabotę, który grał w Polonii w jej poprzednim sezonie 1-ligowym. „Post” przerwał zza 6,25 m Pawlak (19:23), a Giżyński odpowiedział „dwójką”. „Dwójką” - pojedynczo - zrewanżował się faulowany Damian Durski, na co Karpacz odpowiedział „dwójką” klasyczną, a Leszczyński „trójką” na prowadzenie Polonii 26:25. Krótkie prowadzenie, bo faulowany za łukiem Pawlak trafił dwa z trzech wolnych (26:27), a krośnieński Amerykanin, Jaylen Murray, dobił swój rzut na 26:29. Za chwilę Hutchinson popisał się blokiem na Jakubie Sadowskim, a Karpacz zmniejszył różnicę osobistym (27:29).
Pawlak zdobył dwa punkty spod kosza, a Karpacz skrócił na 30:31 zza łuku. Jankowski trafił oba wolne, a Radić znów wykorzystał swoje warunki fizyczne (30:35) i trener Mariusz Bacik wziął czas, po którym Hutchinson przymierzył za trzy, piłkę zebrał Karpacz i oddał Amerykaninowi, który już za trzy trafił! Goście z linii nie pudłowali (dwa razy Filip Struski), a Murray solo też był skuteczny i przy stanie 33:39 czas wziął trener... gości Robert Witka. Po powrocie graczy na parkiet Hutchinson trafił raz z linii, a Murray też raz - ale za trzy na 34:42. Karpacz raz z linii, a Murray dwa razy z trzech możliwości po faulu przy rzucie z daleka. 35:44 na dużej przerwie na pewno nie było rezultatem oczekiwanym - chyba że przez gości - ale przecież było jeszcze sporo grania.
Gdy na początku trzeciej kwarty po dwa punkty przepchnął się Radić, a po kolejnej akcji dołożył „jedynkę” na 12 punktów „szklanej” przewagi, można było mieć czarne myśli, jednak nie miał ich Giżyński, który trafił za trzy, a potem za 2 na 40:47. Dodatkowo w przerwie
zmotywowani Leszczyński i Krzysztof Wąsowicz dołożyli po dwa „oczka” i już było „tylko” 44:47, ale rywale nie dali się stłamsić. Przez ponad minutę unikali kolejnych strat, a potem sami zaczęli trafiać - Radić 2 x 1, a Murray 1 x 3 i było 44:52. Jak za trzy, to za trzy i zza łuku trafił Giżyński, na co za 2 Murray, ale za trzy Karpacz! Radić siłowo za dwa na 50:56, a Biernacki delikatnie dwa razy „osobiście”. Krośnianie znów nas trochę przetrzymali, aż w swoim stylu - czyli zza łuku - trafił Wojciech Zub. Kiedy Kacper Indyk od narożnika przedarł się po „dwójkę”, a faulowany dołożył punkt, Polonia wyszła na prowadzenie 58:56. Sadowski dobił na 58:58, ale Konrad Dawdo (bliźniak Daniela) też dobił na 60:58. Durski poskładał „trójkę” na 60:61. Faulowany Zub znów wyrównał, a jego drugi wolny zabrał Indyk i podał do Biernackiego, który trafił za trzy! Na 12 sek. przed końcem tej odsłony Sadowski zmniejszył na 64:63, ale Polonia na małą przerwą zeszła z minimalnym prowadzeniem. Uff!
Początek czwartej kwarty to 2 pkt Indyka, ale i dwa Durskiego (66:65). Goście przez dłuższy czas nas zatrzymywali, ale sami naszej defensywy też nie mogli sforsować i nie zmienił tego Sadowski, pudłując oba wolne. W tym czasie trzech Polonistów miało już po cztery przewinienia. Prowadzenie dla gości odzyskał dobitką Radić, a zaraz mocno podniósł je „trójką” w nieprawdopodobnym stylu Jankowski. Następną „trójkę” dla nas trafił Hutchinson, ale kolejną Murray, który jeszcze dołożył dwa wolne - 69:75. Nasz Amerykanin znakomicie obsłużył Giżyńskiego, a potem zebrał w obronie i solo przez całe boisko zmniejszył na 73:75. Zaczęły się szachy. Pawlak długo kozłował, aż poszedł sam po „dwójkę” - 73:77 na 1,5 minuty przed końcem. Trener Bacik wziął czas, po którym Giżyński trafił oba wolne. Struski sfaulował Hutchinsona i spadł za 5 przewinień, a nasz fighter trafił z wolnych na 77:77! 50 sekund do końca i oba zespoły próbują jeszcze „trójek”, a na kilka sekund przed syreną goście wzięli czas, ale od razu po ich time oucie był czas dla Polonii. Jeszcze Murray straszył zza łuku, ale piłka w rękach Polonistów zamknęła 40 minut! Krzyk radości słychać było pod naszą tablicą i na trybunach.
Chcieliśmy dobrej koszykówki, to dostaliśmy jeszcze 5 minut. Początek dogrywki to koncert na dworze Królowej. Wąsowicz znalazł pod koszem Karpacza i było 2:0, a za moment Karpacz „ukradł” piłkę Radiciowi i wysłał Leszczyńskiego po dwa pkt. Chrabota zrobił kroki, a Hutchinson trafił za trzy! Czas dla gości, a zaraz Chrabota wyrzucił piłkę na aut! 7:0 w dogrywce, czyli 84:77, ale jeszcze 3,5 minuty...
Kolejna minuta bez punktów, a potem Murray za dwa i szybko za trzy! Czas dla Polonii. Jest 84:82 gdy w najwłaściwszym momencie Giżyński trafił zza łuku! Na 72 sek. przed końcem Biernacki podwyższył na 87:82 i już czuliśmy pierwszą wygraną, jednak w kontrowersyjnej sytuacji tenże Biernacki dostał piąte przewinienie, a z pomocą VAR-u sędziowie przyznali Murrayowi trzy osobiste, które ten wykorzystał! 61 sek. i 89:85, a Murraya fantastycznie zablokował Hutchinson i jeszcze sam podniósł na 91:85 po asyście Wąsowicza. Hlebowicki i Jankowski próbowali za trzy, ale nikt już nie był w stanie wydrzeć zwycięstwa Królowej Śląska!
Znakomity start w 1. lidze skwitowało tradycyjne fetowanie kibiców z zawodnikami i zawodników z kibicami, którym ton nieustannie nadaje Bytomskie Stowarzyszenie Kibiców Koszykówki Niebiesko-Czerwoni.
- Nie jesteśmy w gronie faworytów tej ligi - powiedział po meczu trener Mariusz Bacik. - Stworzyliśmy jednak grupę walczaków, w której każdy za każdego pójdzie w ogień. Przed meczem to my byliśmy chyba spokojniejsi niż rywale, bo my nic nie musimy, tym bardziej że w Internecie pojawiały się opinie, iż ta liga to nie dla nas i jesteśmy kandydatami do spadku. Już pokazaliśmy się z dobrej strony, a jestem przekonany, że stać nas na więcej. Rywale postawili nam trudne warunki, ale sparing u nich trzy tygodnie temu dodał nam wiary, że możemy wygrać. Atmosfera w drużynie jest doskonała, jednak wiemy, że nie będziemy wygrywać wszystkiego tak jak w II lidze, tym bardziej że mamy trochę kłopotów - Michał Medes jest kontuzjowany, a występ Seana Biernackiego wcale nie był taki pewny.
Piotr Karpacz dodał: - Dziś było pięknie. Kibice wykonali ogromną robotę. Ponieśli nas w drugiej połowie. Wiedzieliśmy, że będzie trudno, bo w pierwszej lidze nie ma łatwych meczów, ale wyrwaliśmy to zwycięstwo. W decydujących momentach mieliśmy przewagę energii, bo najpierw daliśmy im pograć. Wróciłem do 1. ligi po czterech latach, czego bardzo chciałem, więc jakaś adrenalina czy stres były...
I jeszcze Jarosław Giżyński: - Dziękujemy rywalom z Krosna za taki mecz. Cieszy nas, że zagraliśmy zespołowo. Pomoc kibiców była nieoceniona, więc cieszymy się, że mogliśmy ich uradować!
W trakcie meczu zasłabł nasz legendarny koszykarz i trener, dziś 92-letni Zbigniew Redkiewicz, ale błyskawiczna reakcja służb medycznych pozwoliła mu odzyskać siły i wrócić do domu!