Niech usłyszy cała Polska - w 1. lidze Królowa Śląska!
Łatwo jednak nie było, ale po kolei...
Przy pełnych trybunach i we wspaniałej oprawie stworzonej przez Bytomskie Stowarzyszenie Kibiców Koszykówki Niebiesko-czerwoni Królowa Śląska przystępowała do trzeciego meczu finału 2. ligi, w którym - po dwóch zwycięstwach w Zgorzelcu - nasi koszykarze mogli zapewnić sobie awans. Wiele znanych postaci na widowni musiało tym razem ustąpić jednej, wyjątkowej - stworzonemu przez BSKK... dużemu portretowi śp. Henryka Kominka, który został umieszczony w czwartym rzędzie obok będącego w znakomitej formie ponaddziewięćdziesięcioletniego trenera Zbigniewa Redkiewicza, bo ci Panowie zawsze obok siebie siedzieli...
Poloniści rozpoczęli jak huragan i pierwsze dwa punkty zdobył z bliska Jarosław Giżyński, kolejne dwa po kontrze Krzysztofa Wąsowicza i Wojciecha Zuba dołożył Wojciech Leszczyński, następne Wąsowicz z półdystansu i za moment faulowany Giżyński dwa celne wolne. Przerywnikiem był fantastyczny blok Leszczyńskiego na Szymonie Pawlaku, a dopełnieniem „trójka” Zuba! 11:0 po 3,5 minuty gry to była spora dawka optymizmu, ale będący pod ścianą zgorzelczanie wcale nie mieli zamiaru się poddawać i zaczęli odrabiać. Trafili spod kosza Pawlak i Jakub Bereszyński, na co „dwójką” odpowiedział Wąsowicz, jednak inny turowski Jakub, Sadowski, trafił zza obręczy prawie tyłem. Za moment Zub dogonił tegoż Sadowskiego pędzącego samemu na kosz i wybił mu piłkę, ale szybko zza łuku zapunktował Marcin Dymała i było 13:9. Na 14:9 podniósł Michał Medes, ale Dymała znów zza obręczy zmniejszył na 14:11. Punkt dla nas dodał Yevhen Balaban, a zaraz zebrał w obronie i zagrał do Zuba, który posłał w bój Medesa, a ten podniósł publiczność wsadem. Kolejny... punkt dodał Paweł Respondek, ale Pawlak dosyć łatwo zwiódł rywali na 18:13. Nieciekawą serię „jedynek” kontynuował Balaban, ale koniec kwarty należał do Zuba. Tuż przed syreną po asyście „Żeni” trafił zza 6,25 m, a faulowany dorzucił punkt! Akcja „za cztery” zamknęła pierwsze 10 minut wynikiem 23:13.
Druga kwarta była jednak... przeciwieństwem pierwszej. Przez jej pierwsze 5 minut Poloniści zdobyli tylko punkt! Tę prześladującą nas „jedynkę” trafił Giżyński, a goście w tym czasie uzbierali „dychę”: Bartosz Bochno zza łuku, Sadowski półwsadem, Dawid Sobkowiak hakiem i osobistym 2+1 oraz 1+1 i stało się tylko 24:23. Na szczęście Zub wrócił do „trójkowej” skuteczności, ale z kolei Bereszyński trafił za jeden, a następny przyjezdny Jakub, Wojciechowski, z obrotu na 27:26. W swoim stylu Wąsowicz z dołu z otwartej ręki podwyższył, ale Bereszyński dobitką i wolnym wyrównał na 29:29! Mariusz Bacik wziął czas, po którym Balaban sam pod koszem znów dał Królowej prowadzenie, które jednak odebrał Pawlak celnymi wolnymi. Na minutę przed dużą przerwą Balaban zdobył trzy punkty, ale zaraz Patryk Rosołowski też za trzy i jeszcze jakoś tak... za łatwo za dwa i Turów wygrał drugie 10 minut 23:11, a i połowa była dla rywali 36:34.
Drugą połowę „dwójkami” rozpoczęli Giżyński po asyście Pawła Zmarlaka i Wojciechowski spod kosza, na co BS odpowiedział serią „trójek”: Leszczyński ekwilibrystycznie i z faulem 2+1 oraz Wąsowicz dwa razy klasycznie - najpierw po odegraniu Giżyńskiego spod kosza, a potem po kontrze. Tym razem czas wziął trener Jarosław Krysiewicz i zaraz Wojciechowski trafił spod kosza, ale Giżyński obie „jedynki”, Mimo że naciskany Pawlak dorzucił dwa „oczka”, to dwa również Zub po solówce. Gdy Leszczyński po kontrze podwyższył na 51:42, znów było miło, jednak krótko, bo Sobkowiak trafił zza łuku od tablicy (to dosyć rzadkie), a potem spod kosza i za chwilę dobitką, a dobił... nas Bochno „trójką” na 52:51 dla rywali! Prowadzenie jednym punktem przywrócił nam Wąsowicz, choć faulowany mógł dwoma. Na szczęście za jeden rzucił Michał Jędrzejewski, a Respondek solo po zwodach za dwa i po 30 minutach było 55:53 dla Królowej.
Początek ostatniej odsłony to punkt Dymały i dwa Medesa z obrotu. Wojciechowski nie trafił obu osobistych, ale były za faul niesportowy, więc goście mieli piłkę z boku i Jędrzejewski zdobył dwa punkty solo. Zub też dwa z półdystansu, a Wąsowicz jeden z linii. Wtedy Rosołowski trafił z daleka, a Jędrzejewski raz „osobiście” i było 60:60. Rozochocony Rosołowski znów walnął „trójkę”, więc nasz coach wziął przerwę. Przytrafił nam się potem błąd 24 sekund, a rywale poczuli krew i Wojciechowski spod kosza i Jędrzejewski zza 6,25 m odjechali na 68:60 (!). Można było zwątpić, bo do syreny były 2 minuty i 20 sekund, a w koszykówce to wieczność! Po kolejnym timeoucie trenera Bacika Leszczyński trafił oba wolne, a potem przechwycił piłkę na połowie rywali, dzięki czemu Zub trafił za trzy! 65:68 i 67 sekund do końca. Na pół minuty przed upływem regulaminowego czasu goście wzięli czas, ale pressing naszych koszykarzy był skuteczny: zdobyli piłkę i na 5 sek. przed końcem Leszczyński znów ekwilibrystycznie trafił po własnej zbiórce i był faulowany! Rzut wolny na dogrywkę nie przeciął jednak siatki, a ostatnie próby Polonistów trafienia na zwycięstwo nie przyniosły sukcesu. Nadzieje trzeba było przenieść na niedzielę...
A w niedzielę znów trybuny były pełne, znów oprawa na najwyższym poziomie i znów pierwsze punkty zdobył Giżyński, z tym że dwa pojedyncze po faulu. Wyrównał spod kosza Wojciechowski, a na 4:2 wyprowadził gości Bereszyński solo. A potem seria Polonii: półdystans Wąsowicza, solówka Zmarlaka, trafienie Giżyńskiego z drugiej strony kosza - tu przerywnik w postaci znakomitego bloku Zuba na Bereszyńskim - kolejne dwa Giżyńskiego po asyście Wąsowicza górą i dwa wolne Medesa na 12:4. Zgorzelczanie przypomnieli sobie o swojej najsilniejszej broni i za trzy trafił Rosołowski, ale za to Sobkowiak za jeden, a Pawlak normalnie za dwa i było już tylko 12:10. Zaskoczenia jednak nie było i Wąsowicz trafił dwa po jednym i Respondek dwa po własnym przechwycie i solówce. Jędrzejewski trafił z boku, ale sprzed łuku, a Balaban zza łuku. Żenię skopiował Rosołowski, ale ważny punkt dorzucił Respondek na 20:15 po pierwszej kwarcie. Dominujące skojarzenie: w sobotę po 10 minut Królowa prowadziła 10 punktami i... takie niedomówienie!
Drugą odsłonę „trójką” otworzył Bochno, ale wolnymi zniwelował to Medes. Podgonił wynik Sadowski z bliska, ale Medes osaczony przez trzech rywali (!) był sprytniejszy i trafił. Nikt nie obiecywał, że wreszcie będzie łatwo, więc Bochno był skuteczny zza 6,25 m. Na 25:23 poprawił Leszczyński, ale Giżyński był bardziej „rozrzutny” (28:23), a jeszcze Leszczyński po lob-asyście Wąsowicza dodał dwa punkty. Po otwierającym podaniu Rosołowskiego „dwójkę” zaliczył Sobkowiak, a zaraz drugą, choć piłka w naszym koszu znalazła się jakimś cudem! Już bez cudów, choć... hakiem z dołu trafił Jędrzejewski. Leszczyński też normalnie - za dwa, ale Jędrzejewski znów za dwa wbrew... rachunkowi prawdopodobieństwa! Za moment Bereszyński trafił za trzy na drugie w tym meczu prowadzenie gości 34:32 i w głowie zakołatała sobota, a jeszcze mocniej gdy kolejne trzy „oczka” wpakował nam Jędrzejewski. Wtedy jednak Medes też trafił za trzy, co było nam najbardziej potrzebne! Na 37:37 wyrównał Balaban, ale Bochno dał jeszcze dwa punkty przewagi gościom, jednak Wąsowicz slalomem między rywalami znów wyrównał, a połowę po asyście Zuba zamknął spod kosza Giżyński na 41:39 dla BS-u, jednak drugą kwartę 24:21 wygrali Turowianie.
Trzecią bezpardonowo zwodem i solówką po „dwójkę” otworzył kapitan Zmarlak, a rywale spróbowali presingu na całym parkiecie, co jednak skwitował „trójką” Wąsowicz na 46:39. Po dwóch celnych wolnych Bereszyńskiego w kolejnej akcji Zub z poświęceniem przechwycił loba rywali pod nasz kosz, dzięki czemu Wąsowicz mógł popisać się asystą, po której Zmarlak po swoim firmowym zwodzie trafił lewą ręką na 48:41. Do 43 punktów dorobek przyjezdnych podniósł Rosołowski, a Wąsowicz nasz bilans do 50, ale tylko na chwilę, bo Balaban szybko dołożył do 53, a gdy wkrótce trafił wolnego przewaga BS-u urosła do 11 pkt. Jednego wolnego trafił też Wojciechowski, a gdy Medes za dwa, to i Jędrzejewski za dwa, a potem była chwila rywalizacji bezpunktowej, aż Krysiewicz przewał to „jedynką”, na co Leszczyński zareagował dwiema „jedynkami”. Rozpędzony Krysiewicz trafił za dwa, więc Zub za trzy! 30 minut zamknął dwoma „oczkami” Pawlak, jednak pozostało 61:51 dla Królowej.
Początek ostatniej kwarty to 6 kolejnych punktów Polonii: dwa Giżyńskiego, jeden Zuba i trzy Respondka, a publiczność już kibicowała na stojąco! Goście jednak nie pękali i z 16 pkt straty doszli do minus 9: 2 + 3 Jędrzejewskiego oraz 2 Pawlaka. Na to seria Niebiesko-czerwonych: 2 pkt po kolejnym slalomie Wąsowicza, 3 wolne Leszczyńskiego (pierwszy za przewinienie techniczne Wojciechowskiego, a dwa za jego faul osobisty) i tegoż Leszczyńskiego 3 klasyczne na 17 pkt do przodu na 2,5 minuty do końca! Zgorzelczanie jeszcze wierzyli: 2 i 2 Jędrzejewskiego i Bereszyńskiego i faul, na co 1 i 1 Leszczyńskiego. Na 2 i 2 Sobkowiaka i Rosołowskiego i faul - 1 i 1 Wąsowicza; na 2 Sadowskiego i faul - 1 i 1 Zuba. Jeszcze dwa Jędrzejewskiego i faul, więc 1 i 1 Zuba i kilkanaście sekund przed końcem rywale „złożyli broń”, a Na Skarpie zaczęła się feta...
Było tradycyjne wspólne graczy i kibiców zakończenie meczu zwane Szkocją, były okolicznościowe koszulki, były medale i puchary dla obu drużyn, wystrzał konfeti podczas prezentacji trofeum, prysznic z szampana przy wspólnym zdjęciu z prezesostwem, Sławomirem Kamińskim i Dorotą Borecką-Leszczuk, „We are the champions” z głośników, gratulacje i uściski koszykarzy i fanów wzdłuż barierek i czego tam jeszcze nie było... Wszystko na pewno będzie można zobaczyć w internecie.
Na pytanie o sposób na odbudowę morale zawodników po sobotniej nieszczęśliwej porażce trener Mariusz Bacik odpowiedział: - Zaraz po meczu poszliśmy wszyscy do szatni i w twardych, żołnierskich słowach, ale bez złości wytłumaczyliśmy sobie co było nie tak! W nocy spałem może dwie godziny, bo o trzeciej nad ranem włączyłem wideo, by ten mecz znów obejrzeć. Pojawiły się pomysły, by coś zmienić w ataku. Przed niedzielnym meczem była nietypowa odprawa właśnie z użyciem wideo i stwierdzeniem, że wszystko zależy od nich, a zawodnicy zalecenia zrealizowali. Przez poprzednie dwa sezony się nie udawało, choć graliśmy ładnie, ale odpadaliśmy z, trzeba powiedzieć, dobrymi drużynami, a teraz wyszliśmy jakby z cienia, nie będąc w roli faworytów. W składzie miałem obecnie może trochę mniej talentu koszykarskiego niż poprzednio, ale mieliśmy być bardziej... skurczybykami, z żelazną obroną jak Detroit Pistons z lat 90. XX wieku. W ostatnich sezonach do 1. ligi awansowały po trzy zespoły, a teraz tylko jeden, więc to tym bardziej smakuje!
Sobota
BS Polonia Bytom 67:68 PGE GiEK Turów Zgorzelec
23:13, 11:23, 21:17, 12:15
Polonia: Zub 17 (4x3), Wąsowicz 15 (2x3), Leszczyński 11, Giżyński 9,
Balaban 7 (1x3), Medes 5, Respondek 3, Zmarlak, Dawdo.
Najwięcej dla gości: Sobkowiak 12 (1x3), Rosołowski 11 (3x3).
Niedziela
BS Polonia Bytom 83:70 PGE GiEK Turów Zgorzelec
20:15, 21:24, 20:12, 22:19
Polonia: Wąsowicz 15 (1x3), Leszczyński 15 (1x3), Giżyński 13 (1x3),
Medes 11 (1x3), Balaban 9 (2x3), Zub 8 (1x3), Zmarlak 6, Respondek 6
(2x3), Dawdo.
Najwięcej dla gości: Jędrzejewski 20 (2x3), Rosołowski 10 (2x3).
Stan rywalizacji 3-1 i awans Polonii.